Niektórzy już wiedzą, ale czas wreszcie napisać i poinformować oficjalnie, że od poniedziałku pracuje w międzynarodowej firmie o nazwie SENER. Wpakowałem sie w wielkiego molocha i jeszcze nie wiem czy dobrze zrobiłem, ale to sie okaże w przyszłości. Mam swój box, swój komp, swój burdel wokoło, 600 pracowników w Barcelonie, 2000 w Hiszpanii, 20000 na całym świecie (w tym około 120 w Warszawie)... mam swój firmowy e-mail i firmowy nr wewnętrznego telefonu.
Projektuje nową linie metra w Barcelonie i cała infrastrukturę, nie mam o tym zielonego pojęcia ale się uczę. Poza tym jak coś sie zawali to sie nie przejmuję bo narazie jestem na samym szarym końcu w łańcuchu stanowisk wiec phi tam jak runie to runie, nie pierwszy nie ostatni... jakiś tydzień temu tez runęło i pociągi nie jeżdżą... jak sie zawali to moje to tylko metro stanie.. phiiii....
No i tyle z nowości zawodowych. Z sercowych nie ma zmian, nadal pałam uczuciem niemożliwym choć może to tylko wymówka :D. Po tym co czytam to u was jakieś przesilenie jesienne - do kobiet tego bloga pisze (nie wiem czy mężczyźni tego bloga to w ogóle istnieją jeszcze na tym swiecie) - co to za marudzenia i narzekania!? ehhhh...
Agussi----> nie pisz tyle bo mnie w statystykach wyprzedzasz ;) hehehe...
Alex'a----> czekamy na zetelne relacje na dzienniku :D
Buzka
Pozdrawiam
Piotr J.